Jeremi syn Józefa i Izabelli urodził się dnia 1 marca 1929 r.. Miało to miejsce w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą, miasteczku znanym z pięknego położenia i handlowego szlaku. W kamiennych spichlerzach liczono zboże a dukaty chowano w dzbany. Karczmarze zachwalali śledzie a sklepikarze wystawiali słoje z makowymi ciasteczkami. Jeremi jak wszystkie dzieci łakomym wzrokiem spoglądał na dzbanuszki pełne smakołyków. Nie za często było mu dane posmakować tych rarytasów.

Na tyłach piekarni Babci Julianny Jeremi najchętniej bawił się i przebywał. Zapach pieczonego chleba pozwalał chociaż w marzeniach śnić o przepysznych ciasteczkach w przeróżnych kształtach i smakach. Raz był to placuszek nazwany oczkiem innym razem okrągły księżyc lub słońce. Zawsze krąglaczki bo tak je nazywał oprószone były ziarnami sezamu, maku, czasami okruszkami orzechów zbieranych po sadach.
Pewnego dnia Babcia Julianna zawołała Jeremiego do pomocy w pilnowaniu pieca chlebowego. Jeremi masz pilnować by piec nie zgasł bo chleb się zepsuje a ludzie pomstować będą. Masz tu kulkę ciasta chlebowego do zabawy i miej oczy otwarte do rana.


IMG_7070

Tak to stanął mały Jeremi przy blacie piekarniczym Babci Julianny i zaczął zabawę w lepienie przeróżnych kółeczek, krążków, talarków. Jeden był pieniążkiem drugi serduszkiem wreszcie na blacie ukazywały się tylko krążki w których brakowało środka. Jeremi wymyślił zabawę, niekończącego się ciasteczka. Każde zabrane ze środeczka ciasto było początkiem następnego wreszcie zrobiło się ich tak dużo, że miejsca zabrakło. Jeremi postanowił schować zrobione kółeczka w piecu gdzie chleb dochodził swego koloru. Nad ranem zmęczony Jeremi Babci Juliannie opowiedział o ciasteczkach dla dzieci, które chciał rozmnożyć do jedzenia na cały tydzień.

Jeremi był chłopcem nad podziw silnym a i wyrobione ciasto przez niego nabrało takiej pulchności, że sam stryj piekarz nie mógł się nadziwić. Jeremi długo nie chciał wyjawić sekretu delikatności ciasta. Dopiero podpatrzyła go Babcia, gdy ponownie Jeremi pozostał z kolejną kulą ciasta do zabawy na straży chlebowego wypieku. Jeremiego zabawa polegała jak zawsze na zrobieniu największej ilości kółeczek, talarków i na koniec gdy już wszystkie były zrobione, ręce Jeremiego jeden po drugim zanurzały ciasteczka w ciepłej wodzie. Ta zabawa polegała na patrzeniu wielkimi oczami jak ciasteczka rosną , rosną i rosną. Po chwili chwytał je pojedyńczo i osuszał w piecu chlebowym. Zmęczony zabawą pozostawiał je razem z chlebem do przyjścia Babci Julianny. Tak oto rano razem z chlebem dzieci dostawały darmowe talarki Jeremiego. Z czasem Babcia nauczyła Jeremiego jak nadać im ładny kształt i wygląd, ozdabiając przeróżnymi specjałami. Kiedyś do piekarni Babci Julianny zaszedł biedny Żyd z dzieckiem Izakiem. Babcia wyciągnęła kilka talarków i dała chłopcu. Ten radośnie zawołał.: Tate zobacz jakiego Bajgiele dostał Izaak. Stryj się zaśmiał i powiedział tak chłopcze smacznego bo to Bajgiel Jeremiego.

Od tej pory każde dziecko u Babci Julianny dostawało przepysznego Bajgla Jeremiego. Ich tradycja w Kazimierzu Dolnym na długo zapomniana ponownie powraca za sprawą Rodzinnej Restauracji Bajgiel w Kazimierzu Dolnym.

“ Jeremi Lenkiewicz / ojciec właścicielki Restauracji Bajgiel / lat 85 syn Józefa i Izabelli w dniu 24 grudnia 2013 roku podczas wigilijnej wieczerzy, przegryzając okrągłe ciasteczko makowe historię tą nam opowiedział. “…